Było was tu gości


brak kategorii (5)
Quazi-poezja (1)
outside (16)
lots of love (1)
wszystkie (23)


Przyjaciele

Słowiański światfram
malakavianarinakiedy-umieram
me, myself and I


Zapisani w mojej pamięci

*
Dołącz

*
Zobacz


Tu bywam

Midian w sieci
Midian Scarlett na poważnie
Midian na Naszej Klasie
Midian on MySpace
Midian na Fotka.pl
Midian na Fantasyworld

Kooperacja
Leao - Galeria
Leao - strona autorska

muzyka
Therion PL
My winter storm
Dimmu Borgir
Leaves Eyes
Within Temptation
Nightwish

literatura
Fabryka Słów
Runa

Uciekinierzy
Arina
Toroj
Scarlet
I ja tez

Mój Profil

Podlinkuj

agata




Midian Hail

Zabierz mnie do siebie

Dodaj do ulubionych


Minione dni

2007
grudzień (3)

2008
styczeń (2)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (1)

2009
styczeń (1)
marzec (1)
maj (1)
sierpien (1)
listopad (1)

2010
marzec (1)
czerwiec (1)




Zdjęcie
Midian Scarlett Hail
Szablon
HMS




Music: K. Dębski
Title: Stara Baśń


bo bywa i sucz

czwartek, 10.czerwca 2010, 13:14


Czasem mam wrażenie, że uduszę się swoim własnym fałszem i nienawiścią. Albo cudzą pewnością siebie i kołtuńskim zadowoleniem. Widocznie musiałam oberwać po tyłku, żebym się nauczyła odkrywać czyjeś buractwo pod maską serdecznego uśmiechu.
Mam ochotę zabijać kiedy patrzę na to, co dzieje się dookoła mnie. I niby robę dokładnie to samo, tylko że ja nie bardzo mam wybór. A ktoś kto jest tak wspaniały, inteligentny, piękny i nietuzinkowy mógłby się realizować w inny sposób. Niekoniecznie robiąc z siebie stuprocentową szmatę. Podobno.
Zastanawiam się jak to jest możliwe, że potrafiłam zrezygnować z kogoś, kto teoretycznie mógłby być osiągalny, na rzecz kogoś z kim nigdy nie pokażę się oficjalnie. Dla kogoś, z kim nie może mnie oficjalnie nic łączyć. I nie wypada żeby było inaczej.
Ciężko to wszystko poukładać. Ale pozostaje mi się tylko cieszyć, że mam choć tyle.

Midian Scarlett


Kategoria: outside

Nigdy się nie nauczę...

środa, 17.marca 2010, 17:04


Nigdy się nie nauczę. Z cała pewnością ten aspekt mojej edukacji został zaniedbany gdzieś wcześniej. Albo po prostu z domu wyniosłam tę myśl, że ludzie obcy są dla mnie lepsi i godniejsi zaufania. I tak było przez całe lata. Bezpieczniej było z obcymi, który potrafili wysłuchać, doradzić i zapomnieć. Nie żądając niczego w zamian. A ja potrafiłam odwdzięczyć się tym samym i pewnie dlatego wiele mniej lub bardziej znajomych osób zwierzało mi się przez lata ze swoich problemów i rozterek. Każdy znajdował u mnie pocieszenie i jakąś radę. Bo póki stoję z boku, póty znam się na ludziach. Co innego, kiedy zaangażuje się emocjonalnie.
Pewnie największym moim problemem w tym wszystkim jest każdorazowy brak zaangażowania w związek. Ja mogę mówić, uśmiechać się i gotować, znosić jego fochy z olimpijskim spokojem i udawać, że nie wiem z kim śpi na boku, ale zawsze widzę i wiem. To kwestia potrzeby przytulenia się do kogoś, kto nie jest Davym i pachnie fajną wodą toaletową. Niekoniecznie moją. Ale zawsze jestem obok. Prawie zawsze. Tylko raz byłam zdeterminowana na tyle, żeby poświęcić się dla mężczyzny i do dzisiaj boli mnie dupa, po tym upadku w wielkiej góry. Nigdy więcej. Mężczyźni nie służą do kochania - do tego są samochody, tylko do oglądania. Najlepiej z daleka.
Z kobietami sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jestem głęboko zaangażowana, zaborcza i zazdrosna i co jakiś czas padam ofiara jakieś suki, która wykorzystuje ludzi i porzuca za sobą jak puste opakowania po cukierkach. Zawsze myślałam, że po Kaśce nie dam się znowu zeszmacić do tego stopnia, żeby ktoś pluł mi codziennie w twarz i uważał to za najlepszą zabawna świecie, podczas gdy ja będę mu potakiwać.
Potrafię wybaczać. Różne rzeczy. A im bardziej kocham, tym więcej mogę znieść. Ale niewiele jest osób, którym byłabym w stanie wybaczyć wszystko. A jeszcze mniej tych, którym chciałabym wybaczyć. Bo czasem wystarczy jedno słowo, jedna wiadomość i przelewa się we mnie czara goryczy.
Nienawidzę w ludziach dwulicowości. I nie potrafię się do niej dostosować. To, że sama mam tysiące masek, które zmieniam w zależności od sytuacji, nie ma z tym nic wspólnego. Ja nigdy nie mogłam być po prostu sobą. Zawsze musiałam się dostosowywać do wymogów otoczenia. Ludzie to zwierzęta. Jeśli nie idziesz ze stadem - giniesz. W stadzie masz szanse. Niewielkie, ale o wiele większe niż samotnie.
Rozbawiło mnie ostatnio stwierdzenie, że nie można żyć bez seksu. A jeśli już, to przynajmniej nie długo. Serdecznie się uśmiałam. Już wiele razy słyszałam o tym, jak to ja nigdy nie przeżyłam niczego wartościowego z facetem i tak dalej. Chciałoby się zapytać co może być wartościowego w seksie dla kogoś, kto się go zwyczajnie brzydzi. I nie widzi w nim niczego fascynującego. Ktoś, komu robi się niedobrze na sama myśl o sobie w takiej sytuacji. Komuś, kto nie chce przeżywać tego nigdy więcej. Bo niektórym ciężko jest uwierzyć, że facetowi nie chodzi o seks, kiedy jedzie sporo ponad sto kilometrów powiedzieć kobiecie co o niej myśli. Że sprawa jest o wiele prostsza i chodzi o pochowanie trupa, który od kilku ładnych lat był zamknięty w szafie i niewypowiedzianie cuchnął. A teraz obojgu jest lepiej. Taka mam nadzieję.
Osobiście mało mnie interesuje definicja szczęścia zdaniem innych ludzi. Dla mnie szczęście to nowa lodówka, która nie będzie budziła mnie w środku nocy niepokojącym buczeniem. Wstawienie drzwi między kuchnią, a sypialnią, w tym samym celu. Jakiekolwiek zasłony do dużego pokoju, bo ileż można mieszkać bez. A w maju będzie rok od czasu kiedy kupiłam mieszkanie. Wystarczającej ilości pieniędzy, żebym po opłaceniu rachunków nie zastanawiała się jak przeżyć miesiąc na szpitalnym jedzeniu, które przynosi mi mama z pracy. Do pełni szczęścia brakuje mi remontu łazienki, kogoś, kto złoży mi nowy komputer. Prawa jazdy, żebym mogła sama jeździć na zakupy, kiedy mama wyjedzie do Stanów. I tego, żeby wreszcie wyzdrowiała. A reszta to jedno wielkie gówno, które mnie nie obchodzi. Ale to, że mój samochód ciągle stoi w garażu czekając na właściwa chwilę i, że lodówka budzi mnie przynajmniej trzy razy w ciągu nocy nie znaczy, że jestem nieszczęśliwa. Bo nie jestem. Brakuje mi trochę dziewczyn, Młodej i czasów kiedy byłyśmy wolne i szczęśliwe. Teraz każda z nich ma swoje życie, męża, dom, plany albo ewentualnie ślub na głowie. Ja też mam dom, studia i plany. I nie ma czasu iść na piwo. Sto kilometrów to spory kawałek drogi do pokonania. Szczególnie dla kogoś bez kasy.
Nigdy nie sądziłam, że dowiem się jeszcze jak to jest mieć ojca. No, prawie. Ale i tak D. jest lepszym ojcem niż ten, którego podobno miałam przez cale życie. Bo nigdy nie myślałam, że będę potrafiła usiąść i wylać wszystkie swoje żale przed facetem. Nie wspominając o tym, że mogłabym oczekiwać jakiejś rady, czy pocieszenia. I że on będzie potrafił wysłuchać mnie do końca, bez przerywania. A potem zamiast powiedzieć, że to wszystko nieważne, nieistotne i głupie, doradzi mi jak mam skutecznie i bezkarnie nakopać komuś do dupy. Żałuję, że nie spotkałam go wcześniej. Z jego wychowaniem i moim charakterem byłabym pewnie kimś zupełnie innym.

Midian Scarlett


Kategoria: outside